piątek, 2 września 2016

mALOWANIe

mALOWANIe

Trzy tygodnie z pędzlem i wałkiem w ręce...
Z farbą na rękach, twarzy, we włosach i na stopie!
I jeszcze Tata z wiertarką i ekspresją kwintesencji nienawiści do wszystkiego, co ze szwedzkiego giganta meblowego :P
Ale jest! Dom po ‘remoncie’!
Tylko teraz Tata i Mama do remontu- w pilnej potrzebie wakacji po wakacjach :/
Adaś:




Marta: 









poniedziałek, 15 sierpnia 2016

WaKAcjeEEE!

Wakacje 2016
Wakacje zaczęliśmy pół dnia wcześniej.
Pół dnia wcześniej zabraliśmy nielegalnie dzieci ze szkoły 
(bo w tym kraju o wolne od szkoły bardzoooo ciężko), 
zapakowaliśmy trampolinę, hulajnogi, kalosze, 
stroje kąpielowe i million walizek do bagażnika...
 i w droge!
Wróżkowa łódka (ferry boat=fairy boat wg Marty) na kontynent, 
a potem dalej nocą do Polski.
Jeden dzień we Wro, rozpakowanie, pakowanie i na wakacje do Olejnicy- 
lasy, jeziora, rowery, kajaki, wędki, mecze, 
grille, ognicha, kąpiele i plażowanie na raczka... 
Takiego ośrodka wczasowego bardzo Wujkom zazdrościmy :) 
I tylko omega się nas nie doczekała... 
Ale za rok ją wyrwiemy! Mama i Adam!
Z Olejnicy wróciliśmy do Wro przeprać się trochę i przepakować (znów)! 
I już dzień później Tata odwoził nas na dworzec.
 PKP nam trochę przyfarciło i zamiast kuszetki podstawiło sypialny! 
Tylko babcia poszkodowana w osobnym przedziale.... 
Ale przygoda, przygoda! 
Drabina, lóżka piętrowe, spanie pod sufitem (Adam), herbatka z WARSa z rana.
Potem przesiadka we Władku z przerwą na kąpiel w Bałtyku 
(plaza zamrówczona/ zaparanowana do granic możliwosci! Fuj!) 
i autobusem do Rozewia. 
Z letnią burzą na karku biegusiem do domku, 
trochę na sucho, trochę na mokro- wakacje cz. 2 start!
Plażowanie, wędrowanie, MASZYNY (mus Adamowy), 
10-15 km dziennie a co! 
Jastrzębia zwiezdzona, Władek zaliczony... 
Dobrze, że tylko tydzień mieliśmy, bo na Hel byśmy doszli :)
  I jeszcze pogody załamanie, parasole, gumiaki i peleryny przeciwdeszczowe w ruch! 
Ale do domu wracaliśmy marząc o leżance w kuszetce... 
Umęczeni, wywakacjowani po  pachy!
Tydzien radawnicko- wrocławski też zlecial w oka mgnieniu. 
Skoki w kabla, Aquaparki, trampoliny, mecze w Radwanicach, ognisko- 
i znow zaraz pakowanie na wywczas z dziadkami!
Mama fruuu do Angli i sio do pracy.
3 tyg bez dzieci.
Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni.... :)
Ale dom pomalujemy! A co!


































niedziela, 5 czerwca 2016

Adaś pierwszak w Londynie


Adaś pierwszak? No tak :)
W szkole angielskiej jest już co prawda w drugiej klasie,
ale w szkole polskiej- dopiero pierwszyzna!

Polska szkoła? Po co? Na co?
Przez internet? A czemu nie szkoła sobotnia? Ta lokalna?

No w lokalnej było różnie- ale ze to historia sprzed dwóch lat, nie będziemy do niej wracać.
Aktualnie do szkoły sobotniej nie jeździmy, bo sobotnie poranki to FOOTBALL, a Adaś z footballu łatwo nie rezygnuje :)  I gdyby dać mu wybór- z pewnością wybrałby ścieżkę kariery przyszłego następcy Messi'ego (czy jak mu tam) a nie jakieś tam ćwiczenie głosek, sylab i kaligrafii w zeszytach w potrójne linie :)

Tak więc szkoła internetowa- właściwie Adasia zapisywaliśmy "na probe", "zobaczymy, jak to będzie"- bez musu, wielkich nadziei i oczekiwań.

Ale po co? (bo tez nas o to pytano)
No po to, żeby na przykład nauczył się czytać i pisać po polsku,
bo wcale nie jest to takie łatwe jakby się mogło wydawać.
Literki- inne, nie tylko inaczej wyglądają, ale jeszcze inaczej się czytają (!!!) SKANDAL!
Formacja liter, zeszyt w linie, samogłoski (??)

Że "u" to U a nie A?
Że "c" to C a nie K?
Że "w" to W a nie L? itp

No i matma trochę... I co z tego, ze w drugiej klasie angielskiej dzieci już ułamki liczą...
A zadania tekstowe? Szersze pojecie? Nawyk pisania Odp.:... /tekstowej/ pod zadaniem?
No to właśnie po to.

No i może jeszcze troszkę z wiedzy o Polsce- o smoku wawelskim, o królu Kraku, o Koperniku, o Bałtyku i o Zakopanym...
I lektury- "Nasza Mama czarodziejka" :)

I tu teraz muszę się przyznać, że poszliśmy po łebkach...
Z 40 modułów lekcyjnych przerobiliśmy ok 10....
Z 40 webinariów, wzięliśmy udział chyba w 3....

No i cala Sobotę ćwiczyliśmy testy egzaminacyjne.
I w sobotni poranek od 6 rano Adaś stworzył piękny polski alfabet dla Mamy i Taty
(bo fascynuje go polska pisownia liter- Mamo, są takie ładne!)


I fruu!
o 6 rano w niedziele na egzamin do Londyna.

Był stress, było- Mamo nie chce!
Ale sprytne Pani nauczycielki rozpoczęły egzaminowanie od języka angielskiego (ponoć obecny wymóg), dzieci zaraz poczuły się jak przysłowiowa ryba w wodzie i z chęcią udały się później na drugą część klasyfikacji- z wiedzy wczesnoszkolnej.


"Mamo? A przyjedziemy tu jeszcze? I czy te same Panie będą?"- pytał Adaś po.

Potem tylko omówienie pracy Adasia- praca samodzielna, dokładna, poprawna, głoski wyliczone, sylaby wypisane, działania policzone, rozsypanka wyrazowa ułożona bezbłędnie (i to pismo! Jak z podręcznika! Aż mama nie wierzyła, że Adaś sam pisał); Adaś zdolny, chętnie rozmawia, zabiera głos w dyskusji- no "Rozwijać ten skarbek! I więcej czytać po polsku, żeby płynniej było".

Brawa! Oklaski! Dyplom i promocja do klasy drugiej!


Hyde park i rowery wodne w nagrodę!
I pierwszy dzień pogody w pochmurnej Anglii od dłuższego już czasu!

Tak było!