Szkodnik zwany Martą skończył dziś DZIESIĘĆ miesięcy!!!
Ulubione potrawy Marty to:
- nalesniki z czekoladą,
- żołnierzyki z szyneczka na sniadanie,
- jabłka (banany nadal chętnie),
- rosołek,
- pierogi,
- frytki (!) z McDonalda
(podbiera namietnie Adasiowi, jak nie chce częstować to zabiera jego pudełko Happy Meala i robi własny przegląd zawartości),
- lody (wina taty),
- lizaki (trzęsie sie na ich widok).
Można śmiało zabrać ją do restauracji i podkarmiać z własnego talerza
(na podaną w pubie domowa kaszkę Marta zareagowała wzburzeniem i pogardą,
kaszka poszła w odstawkę, na pulpicie zawitał dorosły croissant z jogurtem).
Zdolności motorycze:
(tu raczej słabiutko wypada nasza poczwarka)
pełza w tył, przewraca się na wszystkie strony,
podbija salony turlaniem...
ale pupa ciężka i bardzooo rzadko zdarza się dźwignięcie z podłogi...
Na czworakach Marcik chwilkę się pobuja i zaraz ląduje z powrotem na brzuszku :/
Wczoraj zaczęła sama siadać z leżenia na brzuszku,
grunt to podnieść pupę, potem idzie juz łatwo
(ale dzis tak jakby juz troszkę zapomniała :) ).
Za to bardzo lubi stać trzymana za rączki/ pod paszkami,
w ruch poszedł też chodzik porą sniadaniową w kuchni
(chcielismy ominac ten etap na rzecz raczkowania,
ale że leniuch z Marty straszny- gruba "pupa" nasza,
to odpakowaliśmy Adamowe ustrojstwo chodzeniowe)