W tym roku ferie halfterm'owe zaczęły się 27go października :)
Hip Hip HURRA!
Ferie!
Szczęśliwy Adam (wolneeeee!!!), szczęśliwa Mama (nie trzeba wstawać rano do szkoły),
szczęśliwa Marta (Adaś w domu), zazdrosny Tata ("A kiedy ferie dla mnie?").
Zaczęliśmy o wizyty u Alexa w PONIEDZIAŁKOWY poranek-
niestety okazało się, że Alex (nowy kolega w klasie Adasia) wyjechał do Holandii do cioci,
więc Adasiowi pozostało testowanie jego zabawek,
budowanie wieży z Duplo z Marta i Lizzy (młodsza siostra Alexa)
i granie w piłkę w domu (!!!) z mamą Alexa.
Po południu basen i wieczorny seans filmowy = zadowolne dziecko :)
We WTOREK pojechaliśmy na domówkę do Tosi!
Adam z Tosia szaleli, Marta próbowała nadążyć-
rysowanie, bieganie, zabawa w chowanego, w sklep,
w gotowanie... Istne szaleństwo!
Potem spacer rowerowy na pobliska Flitch Way,
wyścigi w bieganiu, szukanie ryb w stawie-
i głodni, zmęczeni z powrotem.
Potem jeszcze wspólne rosołu jedzenie,
sjesta kanapowo-bajkowa i w końcu do domu.
I Marta i Adaś padli w aucie!
W ŚRODĘ Adaś poszedł na cały dzień na warsztaty gimnastyczne do Valdez.
Pełna sala dziewczyn i dziewczynek (sztuk ok.40ści) i... jeden Adam.
Spodziewałam się tragedii i czarnej rozpaczy w oczach dziecka,
ale jakoś chyba nawet nie zauważył...
A o 15:30- na koniec zajęć mały pokaz dla rodziców.
Gwiazdy, salta, podskoki, przeskoki- w wykonaniu 10-12 latków- MEGA!
Oby Adasiowi wystarczyło giamnastycznego zapału do tego poziomu :)
A prosto po Valdez pojechaliśmy po Jeremiego.
Na NOC.
Wooow.
Trochę grali, biegali, skakali,
podczas wspólnej kapieli zalali cała łazienkę-
śmiechy, chichy,
wspólne oglądanie "Epoki Lodowcowej" na dobranoc...
Spanie na jednym materacu (mimo że przygotowane były dwa),
apetyt podwojony- "Mamo! Jeszcze zrób nam kanapki!!!".
I pobudka grubo przez 6stą rano....
"Cicho chłopaki, Marta śpi".
No to hop na górna pryczę (bo noc przespali na dolnej)
i do 7mej ploteczki- hihihih, hahahaha.
Potem chwila zabawy z Martą,
chwila gry na pleju,
ciepłe bułeczki na śniadanie
(zasługa Taty, który poszedł przed pracą do sklepu- bo chłopcy wymietli wcześniej CAŁE zapasy),
ubieranie i czekanie na Tosię.
I już z Tosią CZWARTKOWE przestawienie-
Foteczka z Sid'em na "do widzenia"
i spacerkiem do domu...
A raczej do sklepu po dynie!
Bo przecież Haloween tuż tuż...
Chłopaki decydują, że Jeremi znów zostaje
(albo raczej informują o tym Mamy, bo decyzja zapadła jeszcze o poranku),
wycinają dynie,
biegają, grają i o wiele szybciej zasypiają.
I śpią dłużej- na szczęście!!!
W PIĄTKOWY poranek wyruszamy do parku-
po drodze kupujemy piłki do kosza,
później szaleją na placzawcu z Alexem,
rzucają do kosza, skaczą po rampie.
W domu pieką ciasteczka,
przebierają się Halloween'owo.
Pod wieczór jedziemy do Mamy Jeremiego-
i wyruszamy po cukierki z Tosią.
Na początku cicho, ledwie usłyszeć można "Treat or Trick",
potem coraz śmielej, szybciej i głośniej.
Marta biega z bandą, wyciąga rączkę po lizaki i cukierki,
uśmiech od ucha do ucha :)
I zmiana!
Teraz Adaś śpi u Jeremiego :)
SOBOTA
Rano jadą na karate, później szaleją na placzawcu,
a na koniec wszyscy razem jedziemy na fajerwerki!
Piękny pokaz, wielkie bonfire,
diabelski młyn (Adam z Mamą),
karuzela dla maluchów (Marta z Tosią).
I jeszcze chwila zabawy u Jeremiego,
trochę kłótni 6cio latków (co za dużo, to nie zdrowo)
i o 23ciej do domu.
A NIEDZIELA?
Niedziela w domu.
Odpocząc trzeba.
Caserole i szarlotka.
Tata na szkolenie,
potem Wizzard of Ozz z Judy Garland
i mała rundka do Natanka.
Ale to już Tata.
2h odpoczynku Mamy po takim tygodniu!
(no może raczej 1h prasowania szkolnego mundurka i 1h odpoczynku).
I po!
Teraz czekamy na Gwiazdkę!
| u Tosi |
| rybki, rybki |
| wyścigi |
| pokaz gimnastyczny |
| w drodze na przedstawienie |
| widownia |
| Sid Sloan |
| dyńka |
| w parku |
| chłopaki z Alexem |
| buuuu! |
| nasz wystrój |
| Treat or Trick |
| U Jeremiego po karate |
| pokaz fajerwerków |
| dziewczyny na karuzeli (kiedy się kręciła Marcie nie schodził uśmiech z twarzy) |
| dzień odpoczynku i ciacho |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz