W grudniu było oswajanie (o tu),
ale raczej na niewiele się zdało...
Na pierwszej sesji Marta została w przedszkolu niechętnie,
ale bez płaczu.
I chociaż w domu bardzo cieszyła się, że pójdzie do "kola",
to już na miejscu ogarnęła ją trema.
Po 2h Panie z przedszkola dzwoniły po Mamę,
- Marta miała dosyć...
Następna sesja rozpoczęła się awanturą z płaczem,
ale jakoś dotrwała do końca...
Trzecia sesja- płacz od początku do końca.
Aż Panie zaczęły sugerować, żeby może Martę zostawiać narazie na krócej...
Potem Marta miała przerwę,
została w domu z Babcią.
I dziś sesja piąta...
Łatwo nie było, bo na każdą wzmianke o "kolu"
Marta reagowała gromkim "nieeee!".
I na nic nie zdawały się obiecywane lizaki i Misie Lubisie-
nie i już.
W "kolu" nie ma zabawek,
nie ma Pani,
nie ma dzieci,
nie jest fajnie.
Nie nie nie.
Ale! Basen. Pływać!- wymyśliła.
"Jak będziesz grzeczna w przedszkolu, jak nie będziesz płakać i pobawisz się z Panią i dziećmi"
M- "Okej!"
I poszła do "kola" z Lalą,
i śpiewała po drodze piosenki,
... i był płacz na wstępie...
Ale ponoć później jakoś poszło,
i choć M. Pani nie odstępowała na krok,
była grzeczna i było fajnie.
I basen, i miślubiś będzie.
I zabawki były w przedszkolu.
I Pani.
I to już chyba jest jakaś zmiana :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz