Największe zaskoczenie?
KSIĘŻYC!
wiedzieliście, że po drugiej stronie globu wygląda inaczej?
serio!
HISZPAŃSKI!
wszędzie, na każdym kroku!
w bankomatach, w kasach samoobsługowych,
w sklepach, sklepikach, butikach.
Największe WOOW?
Cały Manhattan, Brooklyn Heights,
mosty, panorama, stacje metra wyłaniające się spod ziemi,
szachownica ulic, minimalne odległości,
ludzie, tłum ludzi,
samochody, tabuny samochodów,
klaksony, nieustające trąbienie,
światła drogowe- tak te filmowe!
przejścia dla pieszych ("zielone... nie żółte... tzn białe!- Idziemy!"),
bilboardy, neony,
budki z hotdogami, z kebabem,
budki z gazetami,
migdałowy snickers,
ceny w sklepach, z podatkiem, bez...
Metro,
bezdomność,
psy w bucikach,
psy w płaszczykach,
Central Park,
śnieg,
błoto,
kałuże- oceany kałuż...
Ekipy porządkowe,
remonty drogowe,
para, dym,
sygnał karetki,
sygnał wozu strażackiego,
akcent,
prostota języka,
"Hi Guys",
"Thx Guys",
"Guys..... guys..... guys".
Chinatown,
Little Italy,
Greenpoint...
Wszystko!
A negatywnie?
Metro właśnie,
nie umywa się do londyńskiego w najmniejszym nawet calu.
Lotnisko Kennediego?
Po luksusach LGW czułam się tam jak na "airfield" z negatywnej kampanii reklamowej EasyJeta.
Czy wrócimy?
O tak! Jeśli tylko będzie możliwość!
Ale raczej przejazdem, w drodze dalej.
Nie konkretnie tylko do NY.
Czy moglibyśmy tak mieszkać?
Z grubym portfelem,
a najlepiej bez dzieci,
absolutnie tak dziesięć lat wstecz :)
Teraz to bardziej jakies nieokreślone New Jersey-
małe uliczki, nieduże miasteczko, dobra szkoła,
metropolia w zasięgu ręki...
Takie biszkoptowo nasze.
Wakacyjnie- jeśli tylko się uda.
Gotowi na lawinę zdjęć?
















































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz