czwartek, 23 maja 2013

A w maju....

w łóżeczku



w trochę większym łóżeczku :)
kąpiel minimalistyczna :)
koleżanki

:)))
misie sie bawią

tak tak! pierwsza frytka!
sadzimy kwiatki
ogrodnik
posadzone, powieszone :)
linguini na zielono :) fasolka, groszek, szparagi i krewetki... MNIAM!
takaaa duża!



poniedziałek, 20 maja 2013

Szaro-bury Maj

Pogoda się nam zkiepściła,
brzydko, zimno, szaroburo... 
Aż na nowo uruchomilismy kaloryfery i sięgneliśmy po cieplejsze kurtki...


W takie dni zaglądamy do biblioteki

książkobranie
 
Było u nas wesołe misteczko- Adaś zaliczył je 2 razy :)
Raz z tata, raz z mamą i Tosią.

 

wygrałem gitarę!!!

Byliśmy w niedzielę w Coconutach (taka niby- Bobolandia)





I jeszcze wspomnienie trochę cieplejszych dni...

niebo

bańki!


zielono mi

Kupiliśmy tez z Adasiem najlepsza jak dotąd zabawkę dla Martusi,
wciąga jak żadana inna :)

kubeczki!
Buziaki :*

środa, 8 maja 2013

Dziewięć??!!! a nie! bo OSIEM!

Uwierzyć ni jak nie możemy, że Marta ma juz 8(!) miesięcy!!!
Ani mama, ani tata, ani brat...
No kto by pomyslał, że jak nie patrzyliśmy, to nam aż tak bardzo najmłodzsze urosło!

***Brzuszek od "osiem" się nadgryzł. He he.***





Martusia umie/ lubi:
- siedzieć sama bez trzymania (ale czasem zrobi niekontrolowane bach na plecy,
rąbnie sie w potylice i zaniesie płaczem)
- przewracać na brzuszek/ plecki (późno, ale wyćwiczyłyśmy)
- zwracać na siebie uwagę innych (takie wołanie- no ejjj, tu jestem)

-lubi biszkopty, chrupki kukurydziane i... wszystko inne, o ile próbuje po raz pierwszy :)
Banan w dalszym ciagu jest przebojem- kaszki bananowe, deserki, zupki mleczne na dobranoc... Banana girl jak nic!

Zupek/ przecierów warzywnych zdecydowanie Martusia NIE lubi...
Wszytskie inne posiłki zjada chętnie, z zupką namiętnie walczy.
Mama się poddaje.

Z okazji kolejnej miesięcznicy córcia dostała soczku (z mamą na spółkę)

i obiadek dla starszaków. Smakowało :)


I najważniejsze!!!
Martusia przesypia NOCE!!!
Narazie 2 za nami, jedna z asystą smoczka, ale udana!
Oby tak dalej!

wtorek, 7 maja 2013

MayDay

Nasza majówka była trzydniowa- weekend + poniedziałek (May Day)
Pogoda dopisała, ba! nawet coponiektórym udało się spalić skórę na Słońcu (wujki).

W Sobotę na spokojnie aklimatyzacja na wyspie,
SILNIA Adasia- fikołki, przewroty, skakanki, rymowanki,
Adaś bardzo lubi zajęcia gimnastyczne :)
Były też pierwszy rower z kijem od miotły (A co!)
i rodzeństwo na huśtawkach.
Jednak nie Magnolie, ale..
własnie takie nam kwitną na ulicy

Rowerkowanie

Dziecinny basne miejski (nie, nie. Wbrew pozorom to nie jest fontanna :)
Juz dzień później pełen

Husiu

Husiu wersja "double"
W niedzielę wybraliśmy się nad morze-nie-morze, raczej zatokę (Maldon).
Był splash park, statek piracki,
wieeeeeeelkie tłumy ludzi z okazji MUD Races.

Było opalanie, piknikowanie na zielonym parkingu....

Bracia

Spash Park Maldon
(strefa kąpielowa na zwykłym placu zabaw)
Statek piracki na tym samym zwykłym placu zabaw

siłacz i odpływ w tle




i była tez akumulatorowa awaria wujków, na szczęście prędko zażegnana :)

Poniedziałek juz bardziej odpoczywaliśmy :)
Tata z wujkiem na motory, a Adasie i Jeremiasze (+ Martusia w wózeczku)
piknikowały na placu zabaw.

Pierwszy dzień w przedszkolu po bardzoooo długiej przerwie tez udany,
chłopy rzucili sie sobie w ramiona, jakby wspolnego weekendu za nimi wcale nie było :)

A Adaś wykazał się pierwszym słownictwem angielskim, jak doniosła mamie dumna przedszkolanka.

Pani: Adam do you want this sandwich?
Adam: No.
Pani: Tuna?
Adam: Yes.

I takie to Adasia pierwsze angielskie rozmowy przedszkolne.

czwartek, 2 maja 2013

To co? Lecimy!


Daliśmy radę.
Lekko nie było,
jak wyraził się zgrabnie Pan Ochroniarz- "Motłoch"... Szkoda, że nie o samym sobie :)

Czekamy i ..gramy :)

W samolocie Martusia najgrzeczniejsza była,
jak ją podnosiłam na wyskość ramion, żeby
mogła zerkać ponad zagłówki.
Wszystko było bardzooooo ciekawe :)
Od razu uśmiech od ucha do ucha!!!

Przy lądowaniu płakała, zmęczona, na 10 min przed metą usnęła.
I tak wysiadaliśmy ostatni, żeby sie chwilkę zdrzemnęła. W poprzek fotela, a co!

potem szybciutko- wózek, odprawa paszportowa, karuzela bagażowa i ... TATA.
No i McDonald rzecz jasna. Na kolacje. A co!

Pogoda u nas śliczna, 20 st i słoneczko.