sobota, 13 grudnia 2014

Dzięcięca dżungla

Kulki, kuleczki!
Urodziny kolegi,
zjeżdżalnie,
podesty,
mosty linowe,
podwieszane pajęczyny,
suche baseny,
mydło i powidło....

Czyli norma!
Dziecięcy plac zabaw w wersji XXL,
małpi gaj.

Ale!
Tu z łokcia,
tu po palcach,
tu pod górę po zjeżdżali,
kopniak,
okrzyk,
szarża,
....
dzikie węże!

Po raz pierwszy przez bite 2h doświadczyłam bawialnianej rzeczywistości
z perspektywy "mamo oććććć!!!!",
a nie z błogosławionej ostoi stoliczka z kawusią.

Czortka Marta była wszędzie-żaden poziom jej nie straszny, 
żadna pochyłość nie przeszkodą!
A że Adam z kolegami "urodzinowymi,
Mama za Martą biegać (=wspinać się) musiała!
I to chyba rekreacyjnie, bo M. w dziecięcej dżungli odnalazła się jak ryba w wodzie!
Taka samosia!
 











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz