Kulki, kuleczki!
Urodziny kolegi,
zjeżdżalnie,
podesty,
mosty linowe,
podwieszane pajęczyny,
suche baseny,
mydło i powidło....
Czyli norma!
Dziecięcy plac zabaw w wersji XXL,
małpi gaj.
Ale!
Tu z łokcia,
tu po palcach,
tu pod górę po zjeżdżali,
kopniak,
okrzyk,
szarża,
....
dzikie węże!
Po raz pierwszy przez bite 2h doświadczyłam bawialnianej rzeczywistości
z perspektywy "mamo oććććć!!!!",
a nie z błogosławionej ostoi stoliczka z kawusią.
Czortka Marta była wszędzie-żaden poziom jej nie straszny,
żadna pochyłość nie przeszkodą!
A że Adam z kolegami "urodzinowymi,
Mama za Martą biegać (=wspinać się) musiała!
I to chyba rekreacyjnie, bo M. w dziecięcej dżungli odnalazła się jak ryba w wodzie!
Taka samosia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz