Pięć!
Pięć lat!
Ale zleciało...
Odliczanie trwało już od dawna,
lista prezentów gotowa od miesiąca
(a na niej zasadniczo tylko JEDNA pozycja),
a dziś rano o 7:00 Adaś przyszedł do Mamy do łóżka i oznajmił:
"Dziś są moje urodziny!"
Do szkoły w urodziny iść się wcale nie chciało,
wizja prezentów "po" jednak przekonała :)
Do szkoły książka dla klasy i torba cukierków (taki zwyczaj)-
książka specjalnie wybrana na tą okazję-
wydanie polsko/angielskie.
Adaś mówi, że było uroczyste czytanie (też w 2 językach, a co!)
i śpiewanie "Happy Birthday".
I karta od klasy dla Adasia:
Po szkole przed wejściem do domu Adaś odkrył balony i urodzinowy transparent
(też taki zwyczaj),
w domu więcej balonów i...
wieżę prezentów!
Tylko trzeba było odczekac ponad godzinę na powrót taty z pracy-
oj ciężko było!
Jak tylko tata wszedł do domu, następiło wielkie odpakowywanie-
"Tato a w tym na dole to na pewno Nintendo!!!"
(skubany),
potem pod wieczór tort i świeczki-
"A teraz śpiewamy Mamo! Śpiewa się, jak ktos ma urodziny!"
(śpiewane zatem było dwukrotnie- do świeczek i do torta na talerzu,
takie życzenie młodzieży!).
I po kąpieli dalej granie- aż do tej pory,
zaraz trzeba będzie zagonić go do łóżka,
bo cięzko widzę jutrzejszą szkołę :)
I filmy na specjalne życzenie jubilata-
"Mamo! Nakręć film, ja będę mówić!"









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz