Kiedy nagle Tata ma wolne póltora tygodnia,
kiedy poświąteczne pyszności są juz prawie dojedzone...
Kiedy choć na chwilę przestaje padać deszcz-
trzeba coś robić!
I tak, zamiast obiecanego Winter Wonderland,
pojechaliśmy na ... spacer!
Spacer, którego główna atrakcją było discovery centre w parku,
z niestety odciętym dopływem wody na zimę...
(ale na pewno wrócimy tam na wiosnę!)
Tu kręcisz, tam przesuwasz, pompujesz, przelewasz-->
takie panta rhei dla dzieci :)
Bardzo nieprzezornie nie zabraliśmy kaloszy...
Po spacerze nastąpiła obowiązkowa przebierka błotna w domu,
(stan Marty wózka po spacerze był najgorszy-
błoto grube na 5cm sięgajace ponad kółka!!!)
Później britisz stajl pub lunch z Wujkami i Dżeremajem.
I jeszcze na deser domowa kafka z Karolinką, Elizką i Rodzicami.
Tak powoli zmierzamy do końca 2013 :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz