W kalendarzu Adasia czekał dziś list-
list/ zadanie pt.: "Winter Wonderland" :)
I choc nie wyszło do końca tak, jak mieliśmy zaplanowane,
dzień udał się całkiem nieźle!
Na wstępie spotkaliśmy MISIA!
Misia polarnego, z charakterkiem!
Miś chetnie dawał się głaskać,
wpychał łeb do koszyków pod wózkami w poszukiwaniu smakołyków,
i zamierzał się na telefony i aparty gapiów :)
Na żywo prezentował się zdecydowanie lepiej-
Zdecydowanie miła niespodzianka i udany początek dnia :)
Później wybraliśmy się na przedświateczna wycieczkę
do londyńskiego 5-cio piętrowego sklepu z zabawkami.
I choć sklep pokaźny, ludzi w środku i przed sklepem całe tłumy
(prawdziwy korek przed wejściem się zrobił, do windy wewnątrz staliśmy w kolejce dobre 15 min),
na każdym piętrze animatorzy zabaw dla dzieci demonstrujący co lepsze gadżety-
ogólnie sklep nie dorósł do swojej famy i troche nas rozczarował.
Wszystko plastikowe, książek dla dzieci jak na lekarstwo,
zero zabawek z drewna, czy szmacianych lal i misiów :/
A na deser miał być Winter Wonderland...
No owszem, spodziewaliśmy sie obłożenia,
ścisku, tłumu....
w końcu niedziela wieczór to nie tylko dla nas
najwygodniejszy dzień na takie wycieczki :)
Powiem tylko, że w życiu nie widziałam tak długiej
i szerokiem kolejki oczekujących na wejście!
Tłum kolejkowy (bo inaczej tego nie można nazwać) był długi jak nasza ulica,
a miejscami przerastał ją szerokością...
Czas oczekiwanie z pewnością sięgał KILKU godzin!
Obeszliśmy się więc narazie smakiem lunaparkowej zabawy,
ale mamy zamiar powrócić,
tylko juz raczej PO świętach :)
Adaś nie odpuści! O nie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz